Menu Zamknij

Życie jest piękne – nie traćmy wiary w trudnych momentach

ŻYCIE JEST PIĘKNE

 

Powrót myślami do przeszłości, spojrzenie na sprawy, które sprawiały ci ból i doprowadzały do szaleństwa często odbiera nam chęć do życia, odbiera nam całą energię.

Czuję się w takich chwilach jakbym schodziła w zaświaty. Jakbym popełniała samobójstwo. Trudno jest się odbić od dna, głębokiego, ciemnego, trzymającego cię mocno. Strach nie pozwala ci powrócić. Stan taki może trwać w nieskończoność. Kiedy się już tam jest nie widzi się szansy powrotu, najdrobniejsze problemy urastają do rangi tragedii. Nie potrafimy stawić czoła najprostszym czynnością – nawet wstanie z łóżka to dla nas wyzwanie.

Takie załamanie odbiera wszystko. Odbiera nam życie. Dlatego nazywam go samobójstwem. Przychodzi niespodziewanie – wystarczy pomyśleć o bolesnych sprawach (chociaż to dopiero początek) , a już kroczymy po  równi pochyłej, w stronę naszego upadku. Kiedy jest się w tym stanie wszystko inne przestaje się liczyć, nie docierają do nas logiczne argumenty. Nie potrafimy ich znaleźć, a jak nawet jakieś znajdziemy, to zaraz druga strona kontratakuje, prowokuje i wygrywa.

Nie traćmy wiary w trudnych momentach

Trzeba w końcu zdecydować co się w życiu liczy – czy tylko moje egocentryczne ego – czy jest coś/ a raczej ktoś, ważniejszy. Gdzie jesteśmy…..gdy ciało bezwładnie leży na łóżku…..a inny patrzą na nas i nie wiedzą co się dzieję.

I wtedy często zadaję sobie pytanie – Czy ja chcę tak żyć? Przecież to śmierć za życia. Gdzie się podziała tamta dziewczyna, która skałka po drzewach i łapała kijanki. Gdzie jest ta osoba, która naprawdę kochała życie, pełna życia i pasji. Która kocha i chcę być kochana. Która chce żyć i czerpać z niego pełnymi garściami, a nie ciągle użalać się nad swoimi słabościami.

Cóż zdarzyło się, może  pierwszy, a może setny raz – byłaś w tym stanie samobójstwa, ale czas z niego się wydostać ……………i żyć!

Ponownie odnaleźć w sobie siłę, energię i moc, która gdzieś tam jest, gdzieś się schowała, muszę ją tylko wyjąc na wierzch.

Wiem, że to najtrudniejsze w takich chwilach, walczyłam ze sobą, aby znaleźć odrobinę siły, podnieść się i iść dalej. Czasem łzy zalewały moje oczy. Wyklinałam w duchu moja słabość. Moje ciało i głowa były tak słabe, że przestawałam chwilami sobie lubić.

Ale nie chciałam tak żyć, nie mogłam umrzeć za życia, gdyż mam dla kogo żyć. Chcę być przy nich, dawać i czuć od nich miłość…… Chcę żyć dla nich……dla siebie…….a nawet dla Boga.

Czasem gdy już masz wszystkiego dość, łzy zalewają ci oczy wyobraź sobie coś śmiesznego. Coś co nigdy w rzeczywistości nie mogłoby się wydarzyć, w co sama byś nawet nie uwierzyła…..i się na tym skup.

Wyobraźnia jest wielką siłą.

Gdy leżysz bezsilnie w łóżku i nie masz siły ruszyć ręką wtedy tylko ona może przynieść ci ukojenie. Więc rób to co lubisz w wyobraźni – tańcz, śmiej się, po prostu żyj. To wszystko dodaje energii. Odciąga od bolesnych myśli. Tańcz sama, później zaproś kogoś innego, rób głupie miny, zatańcz nawet z Bogiem (jeżeli w niego wierzysz). Rób co chcesz w końcu to twoje fantazje. Skup się na nich intensywnie. Oddaj im  całą siebie,  a poczujesz coś,……pewnie każdy sam to nazwie. Może to się wydawać szurnięte – ale co mi tam, mi to pomaga….. Jeżeli racjonale argumenty wtedy do nas nie docierają to przejdźmy na myślenie abstrakcyjne……

Wiem, że w chwilach załamania myślimy, że już NIGDY nie będzie lepiej, tracimy nadzieję, tracimy wiarę w siebie. Nawet jeżeli w przeszłości dawaliśmy sobie jakoś radę, to wtedy przygniata nas nawet maleńka drobnostka. Pewność siebie zostaje zachwiana, a często całkiem odebrana……..Ja ją ostatnio straciłam, a co gorsza straciłam ją przez kogoś, kto mi miał pomóc. I nie było logicznych argumentów, że to może tylko moje przypuszczenia, że mogę się mylić….. Wtedy to ta GORSZA pewność zawsze ma rację……To spada jak grom z jasnego nieba, a ty razem z nim. No i wtedy nie wiesz czy po nią sięgnąć. Komu zaufać – czy tej małej odrobince, czy sobie – choć wtedy i ty wydajesz się sobie maleńką odrobinką. Walka trwa w tobie………połykasz ją, myśląc, że będzie lepiej, ze choć na chwilę uśmierzy ból istnienia, że ci doda odwagi. Ufasz jej bardziej niż sobie…niż Bogu.

I co wtedy? Co wtedy myślisz? To tak jak z odchudzaniem. Jesteś na rygorystycznej diecie, skrupulatnie stosujesz się do wszelkich zaleceń, a tu bach miałaś chwile słabości i ukradkiem podjadłaś coś więcej. Czujesz się winna,  nazywasz się ofiarą i rezygnujesz z dalszej walki o swój wygląd.

A możne podchodzisz do tego inaczej, bardziej racjonalnie, bardziej kochając siebie…… Rzeczywiście miałam chwile słabości, ale to przecież nic wielkiego, stało się, życie toczy się dalej , a ja nadal chcę walczyć o siebie, bo wierzę, że mogę osiągnąć upragniony cel…………

Czy to nie krzepiące? :))))))) Powiem wam coś pisanie również jest krzepiące :)……………..może dlatego, że wyrzucasz z siebie wszelkie wątpliwości. Tak jak  pisałam w trudnych momentach wróćmy do tego co sprawiam nam przyjemność, w co  możemy oddać siebie. Kto lubi malować niech maluje, kto lubi pisać niech pisze, nie trzeba od razu publicznie ——prywatne pisanie również pomaga – w końcu to jakaś forma terapii  ……Więc zapisujmy te nasze brudnopisy naszymi najgłupszymi myślami, przelewajmy nasze wątpliwości, zadawajmy pytania – odkrywajmy siebie.

Cholera OPTYMIZM mnie nie opuścił

ŻYCIE JEST PIĘKNE