Menu Zamknij

Złość – wpływ złości na nasze życie

złość

 

Poruszę dziś temat, z którym się spotkał każdy z nas – chodzi o wpływ złości na nasze życie. A dlaczego taki temat?

  • po pierwsze dlatego, że czytam na ten temat własnie coś ciekawego
  • po drugie dlatego, że złość w moim życiu gości dość często. Bardzo łatwo można mnie wyprowadzić z równowagi. Szybko tracę cierpliwość. Reaguję krzykiem. Atakuję. A to dlaczego – dlatego że trudno jest mi nad nią zapanować, choć bardzo się staram. Ale w chwilach złości tracę zdrowy rozsądek. Złość bierze górę. Myślę że jak będę głośniejsza i im silniej będę stawiać na swoim tym prędzej coś wskóram, to ja wygram, to ja będę górą.

Codzienność przysparza nam wiele stresów. Praca, porządki w domu, przygotowywanie potraw czy zakupy – napięcie murowane. Tak było i u mnie. Od słowa do słowa i kłótnia murowana. Z każdą chwilą coraz głośniej. Moje argumenty przeciwko jego argumentom.

 


I kto ma racje? Żadne strona nie chce ustąpić – no bo jak tu ustąpić – JAK MA SIĘ RACJĘ 🙂


 

Purpurowa ze złości rzucam na łózko kupione rzeczy  i  kategorycznie oświadczam, że już NIGDY, ale to nigdy nic ode mnie nie dostanie. Wyszłam wielce oburzona i pełna złości. Siedziałam i obmyślałam jak tu się jeszcze odgryźć – w końcu mój majestat został wielce naruszony.

Złość wcale nie ustąpiła jak już wszystko z siebie wyrzuciłam, wręcz przeciwnie sama ja w sobie nadal pielęgnowałam i podsycałam ciągle przypominając sobie scenę kłótni. I ten stan trwał…..i trwał parę dni. Muszę przyznać, że już dawno tak długo  złość nie trzymała mnie w swojej władzy, ale niestety tym razem poddałam się jej bez najmniejszego namysłu. Były chwile kiedy już złość odpuszczała mnie, ale każde najmniejsze przewinienie z jego strony na nowo ja wzburzało i wszystko zaczynało się od początku.

 


Żal, pretensje, rozgoryczenie…..a później smutek i przygnębienie.


 

Koniec końców zgoda i tak przyszła. Złość już chyba na tyle opadał, że można było dopuścić do swojej główki jakieś bardziej racjonale argumenty.

Złość jest wszędzie, na każdym kroku można się z nią spotkać. Sceny złości, agresji pojawiają się w naszym życiu niemal codziennie – telewizja czy internet są nią przesiąknięte. Nawet dziś, tuż zanim zaczęłam pisać – ktoś w necie mi już zdążył ciśnienie podnieść. Nasza codzienność obfituję w tę emocję. Krzyki wrzaski – to tylko jej pierwsze oznaki. Trzaskanie drzwiami, popychanie czy jawne bicie to już coś więcej, tutaj kontrola, a raczej jej brak jest bardzo wyraźny.

 

złość
złość

Będąc pod wpływem tej emocji zapominamy o racjonalnym myśleniu. Coś dzieje się z nami w środku nad czym nie potrafimy zapanować. Ktoś nas atakuje my odpowiadamy tym samym. Każdy czuje się pokrzywdzony, i nikt nie chce ustąpić. I tylko czekamy aż przydarzy się odpowiednia sytuacja, abyśmy mogli wbić komuś kołek w serce. Aby się odegrać, aby pokazać kto tutaj jest górą. Aby dopiec tej drugiej stronie, żeby zapamiętała na całe życie, że z nami się nie zadziera.

Przecież nie można stać jak ciele, kiedy inni nas obrzucają błotem, musimy się bronić. W przeciwnym razie wezmą nas za jakąś ofiarę losu, za jakiegoś nieudacznika, na którym można sobie buty wycierać. A my chcemy być silni, stanowczy i zawsze mieć rację.  Jeżeli nic nie zrobimy w przyszłości sytuacja na pewno będzie się powtarzać.

Złość zaburza nasze kontakty z innymi, szczególnie bolesne jest to, gdy pojawia się w związku dwojga osób. Osób sobie bliskich. Niszczy wtedy ich intymność. Obrzucamy się błotem, a później chcemy bliskości. Przecież słowa wyrzucane w gniewie nie rozpływają się gdzieś w eterze. One są, trafiają w nas zadając bolesne rany. Czy naprawdę chcemy ranić osobę, którą kochamy? Nie, zapewne nie chcemy, a jednak się to nam zdarza.

 


Więc co  robić, aby było dobrze? Czy chcemy być tylko górą i zawsze zwyciężać? Czy nauczyć się  jak racjonalnie rozwiązać konflikty i nie narażać się na wybuchy złości? Czy chcemy aby dochodziło do jakiegoś kompromisu, czy do kilkudniowych napięć?


 

Nie znam lekarstwa na te nasze bolączki, ale myślę ze może w tym wypadku pielęgnowanie w sobie  nie złości, ale miłości, zrozumienia i chęci bycia razem może być dobrym rozwiązaniem. Zastanowienie się nad dobrymi stronami, a później roztrząsanie kłótni. Czy chcę nadal w niej być? Czy jestem szczęśliwy kłócą się?  Rozumiem duma często nie pozwala tobie pierwszemu/ tobie pierwszej wyciągnąć ręki. Ale czy chcę być w takim stanie, czy chcę go zmienić?

Bierzesz wtedy chłopa sadzasz na krześle przed sobą i tłumaczysz …..

“Zraniły mnie twoje słowa bardzo boleśnie, ale bardzo cię kocham i nie chcę się z tobą kłócić. Nie chcę mijać cię na  korytarzu obojętnie, ale przytulać się do ciebie w każdym momencie. Co było to było, poniosło nas, zapewne nie ostatni raz…..”

Jeżeli cię wtedy nie przytuli to okaże się największym burakiem na świecie. A jeszcze jedno  – nie przepraszaj – jak tego naprawdę nie czujesz.

Z dedykacją dla samej siebie.