Alicja w krainie cudów – synchronia w naszym życiu

Z umysłu

Written by:

Wpadła mi ostatnio do ręki książka amerykańskiego terapeuty, a jak wiemy są najlepsi , J.Redfielda – „Niebiańska wizja” a w niej miedzy innymi o synchroniach. Przyznam się, że gdybym sama, we własnym życiu tego typu zjawisk nie doświadczyła to zapewne uznałabym je za jakieś dziwactwa. Czytając trochę jednak tych dziwactw znalazłam – ale może myślę tak dlatego, że ich nie pojmuję – lepiej mieć otwarty umysł…..bo może kiedyś…kto wie???

Ale wróćmy do synchronii. Spotkałam się już z nimi czytając Junga, ale jakąś nie miałam szczególnej ochoty o nich pisać, choć już wtedy występowały w moim życiu. Dziś może lepiej je pojmuję i łączę w całość. To jak zabawa w detektywa….… jak elementy jakieś układanki, jeżeli podąża się ich ścieżką dostarczą ci odpowiednich dowodów.

 

Może zacznę od tego czym synchronia jest – to jakby  zbiegi okoliczności, które przytrafiają nam się w życiu. Przypadki, a jednak zadziwiające i pobudzające nasze zmysły, tak że często wywołują ciarki, jakąś chęć zatrzymania się i rozmyślania. 

To o czym napiszę może zostać niezrozumiane, szczególnie, że będę opierać się na własnym doświadczeniach synchronicznych.  Będę starała się tak to opisać, aby było przyswajalne dla ogółu.

Urodziłam się w „szczególnej” rodzinie – wiem, że musiałam się urodzić tam, gdzie się urodziłam, z tymi rodzicami jakich miałam, z takim rodzeństwem jakim miałam. Było ciężko, czasem nawet bardzo….ale tak również musiało być. Dlaczego o tym wspominam, gdyż większość z nas łatwo może odnaleźć synchronię w przeszłości, kiedy już sprawy są rozwiązane, wiemy dlaczego tak, a nie inaczej postąpiliśmy, dlaczego poznaliśmy takich, a nie innych ludzi. Trudniej jest z dostrzeżeniem synchronii, kiedy dzieją się tu i teraz.

A chyba powinnam jeszcze wspomnieć o swoich ulubionych piosenkach , swoim ulubionym filmie.. i innych takich małych szczególikach, które wywarły na mnie duże wrażenie  – ale to tak na marginesie… – bo to również związane jest z synchronią.

Zanim pojawiła się chęć napisania tego wpisu – w nocy przyśniła mi się pewna staruszka……..Nazajutrz zaczęłam pisać…..i przypomniałam sobie o tej staruszce…..wiedziałam, że muszę ją tu umieścić.. Spotkałam ją mając około 19 lat. Siedziałyśmy obok siebie dość długo i zaczęłyśmy rozmowę….o życiu, kościele, Bogu……Jej słowa gdzieś głęboko zapisały się w mojej głowie. Gdy wychodziłam natknęłam się na nią ponownie…..wtedy tego nie rozumiałam…to nie był  zwyczajny przypadek. Lata mijały ( tak już nie mam 19 lat ) i znalazłam się w miejscu, w którym aktualnie jestem. I znów spotkałam staruszkę…….nie , nie tą samą :) Było to kilka miesięcy temu….powiedziała „coś” – nie ważne co….dla Was……..ale dla mnie wtedy było to bardzo ważne…….usłyszałam to, czego potrzebowałam właśnie w tamtym momencie………….to własnie zjawisko synchroniczne. Pomyślałam o tym, a ta kobieta to potwierdziła. Na drugi dzień, tak spotkałam ją ponownie…nasze oczy się spotkały….. wtedy to wiedziałam już w którym kierunku mam pójść.

Będąc na spacerze z córką i pieskiem, spotkałam pewna kobietę idącą z córką i pieskiem 🙂  Pieski zaczęły się razem bawić. Porozmawiałyśmy trochę i się pożegnałyśmy. W ciągu godziny spotykam tę panią kolejny raz, wymieniamy się uśmiechami. Nic szczególnego nie pomyślałam – pisałam,  że często przeoczamy synchronie. Za dwa dni spotykam te panią ponownie, tym razem nad wodą – znów jest z pieskiem i córką, ale tym razem towarzyszy jej jeszcze mąż……..Przywitałam się…….co dziwne…..jej mąż zrobił taką minę, jakbym to mówiła do niego, strasznie wypłoszony i zdezorientowany……nie wiem dlaczego – nie znam tego pana – ale co tam zajęłam się swoimi sprawami. A nie napisałam  – nasze córki chodzą razem na siatkę – może to tez jakaś synchronia. Nadal nie zastanawiałam się nad tym spotkaniem……ale kiedy kolejny raz ja spotykam……naprawdę ;)……….następnego dnia……. myślę sobie to musi coś znaczyć. Kim jest ta kobieta? Dlaczego jest aż tak ważna w moim życiu? O co chodzi? I wtedy przypomniałam sobie skąd ja kojarzę ……….Jej siostra Marta, była dziewczyną mojego brata Michała przez krótki okres, może dlatego od razu nie skojarzyłam….Natychmiast do niego zadzwoniłam…..a co mi powiedział……………………….. A co do mojego brata Michała – anioła – bo tak go żartobliwie nazywam :) – to moja najwspanialsza przyjaciółka z podstawówki również miała brata Michała, a później była w ciąży i urodziła bliźniaki – a może to nie tak było…….A jeszcze jedna była, którą zapamiętałam, chyba Gosia miała na imię, a kumplowała się bardzo, z Magdą – nie wiem dlaczego, gdyż Magda miała długie zęby, i wyglądała jak królik……ale koniec końców mały zabieg jej we wszystkim pomógł – nawet nieźle je wybielił……

Ale o czym ja do cholery piszę, miało być o synchroniach – zawsze muszę coś wtrącić….Wracajmy do tematu…….

Następne zjawisko, które było mi pomocne………w zeszłym tygodniu zrozumiałam, że w moim życiu brakuje „agresji”……nie takiej „podwórkowej”……, ale bardziej asertywności, pewności siebie, więcej stanowczości….w stosunku do siebie……Cały ranek tego dnia to za mną chodziło……..później jakoś odpłynęło, ale wieczorem oglądając telewizję  znów słyszałam te słowa…ciągle, że “brakuje im agresji”…”czas ruszyć do boju”. Może to się wydać grubymi nićmi szyte, ale intuicja mi coś podpowiadała i poszłam za nią……

Często będąc w bibliotece widzę jak książki same wpadają mi w ręce, czuję ich energię, ich moc………..no dobra przeginam…….ale naprawdę począwszy od pierwszej, której aktualnie potrzebowała, a kończąc nawet na tej , na której się opieram zawsze odnajdywałam w nich coś co pomagało mi uzyskać potrzebne informacje. Co pozwalało ruszyć z miejsca, a może nie tak, dzięki nim mogłam uzyskać jaką syntezę moich myśli, coś co było we mnie mogłam przeczytać i bardziej to zrozumieć……….

Synchronia a sny

Nie wspomniałam praktycznie o snach, a to one są  skarbnicą zjawisk synchronicznych, prawdziwych…….kiedy to wydarzenia ze snów widzisz, odczuwasz – a o tym to można pisać…w realnym życiu. Po każdym takim zdarzeniu żyłam nim coraz bardziej, bardziej ich szukając, oczekując, zgłębiając ich naturę. Bo jeżeli choć raz nad nimi się zatrzymasz, wybijają nas z naszego „niepełnego” dotąd życia. Choć będą się nam wydać niemozliwe, a czasem wręcz szalone, warto podążać ich ścieżką, gdyż prowadzą nas ku czemuś Wyższemu……….

W moim życiu jest ich mnóstwo. Często ich odrzucałam, nie chcąc ich więcej słyszeć, gdyż nie pasowały do mojego życia. Zawsze moje wątpliwości, mój sceptycyzm powracał. Wtedy zaczyna się niezła walka……….z samym sobą…….Coś się we mnie burzyło….chciało już zejść z tej drogi…….powrócić do starego „normalnego ” życia………..

W końcu o nic się nie prosiłam …………………ale owe zdarzenia nie dawały za wygraną……….Im silniej odchodziłam tym mocniej i boleśniej dawały o sobie znać. Zaprzeczanie, niewiara, tylko burzyło mój spokój ducha….. Chciałam prostego, niczym nie zmąconego, normalnego życia bez takich uniesień i uskrzydleń, ale ktoś na Górze chciał dla mnie czegoś innego.

Zawsze zastanawiałam się, gdzie są cuda z Biblii – i proszę – miałam je na wyciągnięcie ręki – codziennie ich doświadczałam. Te maleńkie cudeńka codziennego życia  – te spotkania, te informacje przychodzące w odpowiedniej chwili.

Rzeczywiście Alicja w krainie cudów

Dostrzegając synchronię powolutku zaczynałam wewnętrznie inaczej na nie patrzeć. Choć muszę przyznać, że walka  toczy się nadal……choć może w mniejszym nasileniu……

Nawet dziś ( tj. wczoraj bo to pisałam wczoraj ) próbowałam to wszystko odsunąć od siebie, zrezygnować……..ale własnie w tych momentach słyszysz, widzisz coś co popycha cię na jakiś inny bieg…..na inny etap. Jakaś informacja, jakiś obraz, jakaś wizja, przeczucie……..Wtedy czujesz, że idąc tylko tą drogą możesz naprawdę doświadczyć prawdziwej siebie i prawdziwej duchowej przemiany.

Duchowej…tak… bo myślę, że ww tym jest coś więcej niż tylko nasze ziemskie istnienie, tam się czuje więź z kimś Głębszym,  z Prawdziwą Energią……tak czuje się więź z Bogiem……..

Czuje się go intuicyjnie, gdyż właśnie synchronia i intuicja to praktycznie to samo. To intuicja popycha nas, podpowiada to czego rozum nie potrafi pojąć ( nawet mój )…….Rozumować sercem …. podążać za czymś niepojętym, a jednocześnie pojętym, zrozumiałym i niezrozumiałym, nieogarniętym przez umysł, ale ogarniętym przez serce…… Trudno połączyć racjonalne myślenie i intuicje ……..  ale jedno nie zaprzecza drugiemu. I pisze to ja – wątpiąca i nie wątpiąca zarazem……..która ciągle toczy w sobie jaką walkę, która ciągle próbuje połączyć te dwa wymiary …………………….a w moim przypadku   to nawet trzy wymiary.

I pamiętajmy zawsze miejmy pozytywny stosunek do tych zdarzeń – nie podchodźmy do nich zbyt krytycznie ( sama o tym zapominam,) a może bardziej   z dystansem, czekając na rozwój wydarzeń. I mówmy o synchroniach, nie bojąc się krytyki……Największym moim krytykiem jestem ja….więc inni niech mówią co chcą……..